Zajrzałem znów do twojej notatki wspominkowo-biograficznej (w odróżnieniu od polemiczno-dygresyjnej) i tu mi się przypomniało:
Przed nami klas "F" nie było, byliśmy pierwsi. To był właśnie cały "suspense", bo propozycja stworzenia klasy "F" powstała zaraz po egzaminach (chyba ze względu na dużą ilość kandydatów) ale to nie leżało tylko w gestii liceum, najpierw minister oświaty musiał się zgodzić.
Więc liceum wystosowało jakieś pismo do ministra i przez parę dni - może nawet i tydzień - żeśmy siedzieli nerwowo gryząc paznokcie bo jeśli minister się zgodzi, to jesteśmy w Gottwaldzie, a jeśli nie - to bedzie "z powrotem do rejonu!!"
Minister się zgodził ku (mojej przynajmniej) wielkiej uldze i klasa została nazwana "matematyczną eksperymentalną" (albo "matematyczno- fizyczną eksperymentalną", nie pamiętam) w odróżnieniu od "matematycznej", jak klasa "A" na przykład. Stąd się wzięło nasze standardowe powiedzonko-odpowiedź: "Bo my jesteśmy eksperyemntalni!" na pytania nowych nauczycieli typu: "no jak wy jestescie klasą matematyczną, to dlaczego macie zajęcia z rysunku technicznego?"
Chyba po niecałym roku zmieniono nas na standardową "matematyczną", czego efektem właśnie było m.in. to, że zajęcia z rysunku technicznego (prowadzone przez panią "Jesteś krewnym premiera?" Maniakową) nagle zostały nam skasowane dosłownie w pół zdania. Parę osób wtedy, Majka Łabędzka chyba, miało ładny pomysł złożenia jakichś zbiorowych klasowych podziękowań i może przesłania też kwiatów czy czegoś podobnego, dla p. Maniakowej.