Wspomnienia Artura Antopolskiego:

From skeet@cyberus.ca
Tue Jul 29 21:30:25 1997

Wczoraj przeczytałem list mojego brata Michała Antopolskiego. Pogratulowałem mu wspaniałej pamięci do nazwisk, ale znaleźliśmy małą nieścisłość historyczną.

Szkoła przeniosła się z Noakowskiego na Nowowiejską w 1952 podczas wakacji. W 52-m roku szkoła była pod nazwą RTPD II, potem TPD II I wreszcie "Czternastka". Krótko po przeprowadzce można było widzieć z okien drugiego piętra dźwigi które podnosiły bloki podczas budowy Pałacu Kultury. MDM był już prawie skończony ale większość ulic dookoła wciąż była w ruinach.

Szkoła była zbudowana z pojedyńczych cegieł, nie z prefabrykatów. Ilość ludzi na budowie była bardzo duża i o ile dobrze pamiętam, przed budową stała tablica z nazwiskami Przodowników Pracy. To zdaje się ci, którzy pili z szefem zmiany (podczas pracy).

Trzy lata po przeprowadce, szkoła była otynkowana. Pamiętam to bo ktoś pokazał mi kolorowe zdjęcie szkoły, krótko przed tynkowaniem. To chyba było pierwsze kolorowe zdjęcie które widziałem, ale już nie jestem tego pewny.

Groźna woźna - pseudonim Szczotka, chodziła po korytarzach I rozrzucała pastę do podłogi. Froterowanie podłogi odbywało się przez nasze kapcie. "Szczotka" była absolutnie bezwzględna i jeżeli widziała kogoś w butach - biła. Ja dostałem od niej kilka razy. NAPRAWDĘ bolało.

Popularne gry:
1. Zośka. Kilka nitek wełnianych związanych pośrodku guzikiem ołowianym. Andrzej Czajka (gdzie jesteś?) utrzymywał to w powietrzu kopiąc to do góry ponad sto razy.
2. (Znów musiałem zadzwonić do tego brata z dobrą pamięcią)- Cymbergaj. Dwie niklowe monety I aluminiowa groszówka. Dwie bramki wycięte scyzorykiem na końcu ławki i popychanie grzebieniem dużej monety (gracz) żeby popchnąć groszówkę, czasami dwu-groszówkę (piłka) która z kolei miała wpaść do bramki.

Woźny-superintendent: nazwiska nie pamiętam, ale podczas wakacji dał mi musztardówkę z wódką. Około półtora centymetra wódki. Oczy wyszły mi jakieś pół metra przed głowę, no I o oddychaniu mowy nie było. Myślałem, że nie dożyję swoich trzynastych urodzin.

Restauracja: staruszka która czasami sprzedawała na wózku przed szkołą co sie chyba nazywało Pańskie Skórki. To było okropnie słodkie, ale za to kosztowało tylko dziesięć groszy.

Artur Antopolski