Teodozja Cebo - polski (kl. I - II) =================================== (nawiasem mowiac ona sama chyba uzywala formy nazwiska "Cebowa" -- tak przynajmniej mi sie przedstawila telefonicznie gdy raz zadzwonila w jakiejs sprawie do ojca. Na moje zawiadomienie, ze zdalem magisterium jej rekacja telefoniczna byla taka: "Niemozliwe?!") Standardowe powiedzenia: "ja dla siebie nie mowie"; "ktorys mi tu bez przerw przeszkadza". Do Strzalkowskiego: "Tak sie rozpierasz jakbys pracowal w kopalni i do tego na przodku" (Krzysiek mial zwyczaj siedzenia na lekcjach z jedna noga w kasetce) Wieslawa Kozaczuk - polski (kl. III - IV) ========================================= Dziwna osoba. Jednego czego b. zaluje, to tego, ze nie udalo sie jej mezowi (plk. Wladyslaw Kozaczuk, autor znanej ksiazki o Enigmie, jest tlum. angielskie) namowic Mariana Rejewskiego na spotkanie z nasza klasa. "Oficjalna wersja" byla taka, ze jest to "b. niesmialy czlowiek". Podejrzewam, ze prawdziwym powodem bylo to, ze obawiano sie ze on mogl nam "chlapnac" jakies szyfrowe tajemnice panstwowe. Zmarl pare lat pozniej. Tadeusz Karpisz, polonista (uczyl PO) ===================================== ("Lokiec sobie ugryziesz!") Barbara Lewicka - chemia ======================== Spotkalem ja raz w Krynicy -- "o dziwo" jej maz jest b. sensowny gosc -- gdzie mi powiedziala: "No i co, za 2 tygodnie znow do tej wstretnej budy?" Standardowe powiedzenie: "Spokoj, sza" (itp.) Tu juz sie nie moge powstrzymac: "Jezeli Boniecki natychmiast sie nie uspokoi to ja was autentycznie zamoRRRduje, a ta paleczka [wskaznik] zostanie polamana na czyjejs glowie, ja nie odpowiadam za siebie -- tylko mi jej nie polam, Glazer, bo mi ona jest potrzebna do ukladu okresowego. To jest dar pani Maniakowej." "Zaczekajcie, ja rozbiore sie tam i przejdziemy do lekcji" "Bo wy w tych waszych buciorach to tak robicie te podlogi na szaro, ze potem pani wozna musi za przeproszeniem zebami gryzc podloge" "Cisza, spokoj, cholera, zeby ten deszcz przestal padac bo musze na lotnisko jechac" "To co, Wiesiu, bedziemy spolkowac?" -- do p. Kozaczuk w pokoju nauczycielskim jako propozycja podzielenia sie paczka herbatnikow "Pani dyrektor sie nie zgodzila zeby ta nowa nauczycielka [Zwierzynska] was wziela -- jestem wsciekla, cholera" "Ja juz umieram" Wiktor "Brzuch" Marek -- historia ================================= Standardowe rozpoczecie: "Prosze bardzo, moze omowi mi ostatnia lekcje, i zrobi to, no zobaczymy co nam powie, no, Parysek". "No, z tym ze wlasnie jak powiedzialem, no coz". "Tak, Michalak, co ty u mnie miales w zeszlym roku?" Natomiast do dzisiejszego dnia nie bardzo rozumiem co Brzuchowi jednego dnia odbilo, ze polecil nam jako lekture "Bez ostatniego rozdzialu" Andersa, zaznaczajac jak gdyby nigdy nic: "to 'Kultura' paryska wydala". Tomek Wasilewski - uczen ======================== Tomek Wasilewski wyjechal do USA (albo Kanady?) w latach 70-tych, jak mysmy byli na studiach. Grochowska i ja raz wpadlismy na niego w klubie prasy na parterze PKiN gdy byl z wizyta w Polsce z zona (w ciazy). Jego numer w dzienniku lekcyjnym byl "32", Skomska bezustannie wzywala go do tablicy zwracajac sie do niego per "numer 32". Zeby bylo weselej, Tomek zanim przyszedl do Gottwalda byl aktorem w serialu TV -- no i masz, nie pamietam na pewno -- bodajze "Jagoda w miescie". Rozmawialismy o tym bo ja bylem raz -- co za komedia! -- w Teatrze TV w jednej sztuce rezyserowanej przez Dejmka w koncu lat 60-tych. (Dejmek byl taki model ze mozna pasc. Z wycinkow prasowych wnioskuje ze nic sie nie zmienil. Tak zwana "niewyparzona geba" w pozytywnym znaczeniu).