List od Michała Antopolskiego

(reakcja na wspomnienia Ludomira Lewandowskiego; otrzymane 17 listopada 2001)

Szanowny Panie,

Nareszcie odezwał się ktoś starszy ode mnie. Z szacunkiem przekazuję "buławe" najstarszego autora wspomnień.

Przeczytałem te wspomnienia z wielką przyjemnością.

Ja zacząłem na Noakowskiego w lutym 1949 w połowie V klasy. I tak, ma Pan rację, na dolnych piętrach bo na górze był Staszic - dla nas smarkaczy nie bardzo dostępny. Sąsiedni budynek, Nr 8, był w gruzach na których się bawiliśmy. Huśtaliśmy się na wystającej ze ściany stalowej belce aż sciana pękła i nam zabroniono to kontynuować bo w czasie deszczu woda przeciekała przez tą szparę do wewnątrz. Pozostał tylko plac przed Politechniką jako boisko bo nic innego nie było w najbliższej okolicy.

Z nauczycieli których Pan wspomina uczyli mnie Ciszewski, Piekut, Sasin, Malanowicz i krotko Berezecki. Z jakiegoś powodu pamiętam Dyr. Kuczewskiego - siwy groźnie wyglądający starszy pan. Wydawał się nam wówczas bardzo poważny i niedostępny.

Natomiast z Mościckim "walczyliśmy" latami o "władzę". Mówił nam wiele razy że nie dopuści do "pedokracji" czyli władzy dzieci (analogia do "demokracji" - władzy ludu). Mościcki był bardzo nerwowy (myśmy wówczas nie rozumieli co on mógł przejść w czasie wojny) ale miał niezłe pomysły. W 1951 roku , 1 czerwca - dzień dziecka, zostawił całą szkołę podstawową na cały dzień w rękach 7-mej klasy jako ciała pedagogicznego. Ja byłem "kierownikiem" szkoły, siedziałem w jego gabinecie i nadawałem instrukcje poprzez radiowęzeł który Pan wspomina. Ten eksperyment pedagogiczny - trochę makarenkowski, był opisany w Życiu Warszawy - niestety zgubiłem ten wycinek i mieszkając teraz w USA nie mam szans go odzyskać. Później przez jakiś czas prowadziliśmy seansy niedzielne dla dzieci w kinie Paladium. Z wyjątkiem aparatury - na szczęście, bo w tamtych czasach taśma filmowa była bardzo łatwopalna i o pożar było łatwo. Jak się wtedy dowiedziałem, specjalna klapa się zamykała żeby przy zapłonie taśmy nie widać było ognia na ekranie - to by wywołało panikę.

Niektóre nazwiska uczniów na Pana liście są mi znajome. Ze Stefanem Marodym spotykałem się w późniejszych latach poprzez wspólnych znajomych. Inne nazwiska prawdopodobnie pamiętam z drużyny harcerskiej (16 WDH im. Zawiszy Czarnego - czy dobrze pamiętam?) gdzie "staszicowcy" byli instruktorami a my z TPD nosiliśmy szare sznury. Ostatni obóz letni starego ZHP (przed skomunizowaniem) był latem 1949 roku w Gubinie na granicy niemieckiej, w lasach, na odludziu. Łzami i zimną wodą czyściłem w nocy garki za karę za jakieś przewinienie. Jeśli Pan tam był to może się Pan bez obawy o reperkusje przyznać. Po 52 latach już to przebaczyłem staszicowcom!

Małe sprostowanie o szkole Słowackiego - za moich czasów (matura 1955) przynajmniej starsze klasy były jeszcze żeńskie. Chłopcy z Gottwalda na Nowowiejskiej byli mile widziani w rejonie Nowowiejska - Sucha - Filtrowa - Wawelska. Skwer miedzy Filtrową i Wawelską był miejscem randek z dziewczynami ze Słowackiego.

Pana wspomnienia zapełniają lukę w naszej historii bo wielu młodszych od nas, chociaż często już dziś siwych, łysych i z brzuszkami niewiele wiedzą o wątku Staszic - TPD2 - Gottwald - Staszic.

Pozdrawiam
Michał Antopolski